"Wszystko jest poezją, a każdy jest poetą.

1. Nie uchylać się od udziału w sztafecie (...) To znaczy pamiętać o tych,
  którzy sztafetę tworzyli, którzy swój odcinek, nie szczędząc sił, przebiegali.
To znaczy zaprzęgać do dyszla i ciągnąć te wozy. Ciągnąć te wielkie trudy zaczęte i nieskończone, bo może nie kończące się są (...)

1. Nie lękać się narażenia na śmieszność.
  I mówić o sprawach, których się nie rozumie.
Właśnie o tych. Przede wszystkim o tych (...) Bo to są sprawy nowe.

1. Żyć w straszliwym i cudownym napięciu w każdej zawsze i wszędzie sekundzie.
Bo chyba tylko w ten sposób można dopuścić do rozprzęgnięcia się,
do rozwleczenia, do rozklejenia, do rozmażania się zwanej rzeczywistości
i siebie w tej rzeczywistości (...)

1. Nie kłamać. Bo kiedy człowiek nie chce kłamać, to to prowadzi go prosto,
  bez zygzaków, bez zakrętów i wykrętów do takiego się zachowania, że nie ma sytuacji, w których byłby przez kłamstwo kuszony. Kuszony i uwiedziony (...)

1. Nie dać się pognębić. Co to znaczy, każdy musi wiedzieć sam.
  Każdy gnębiony  sam musi swojego demona czy demony rozszyfrować,
żeby móc nie dać się pognębić (...)

1. Pisać listy (więc jednak nie obejdzie się bez pisania).
  Niekoniecznie pisać teksty zwane wierszami lub też szumnie
 o wiele nazbyt szumnie poezją, ale koniecznie pisać teksty zwane listami.

1. Uszia magutszia !!"

                              Podpisany E. Stachura "


Na tej drodze gwieździstej, usłanej tęsknotą i czymś, co rodzi się w natchnieniu.
Drodze prowadzącej na wrzosowiska.
Będziemy dryfować.
Będziemy całować wszechistnienie...
... Zapominając jaka epoka, jaki wiek, jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień
 i jaka godzina kończy się, a jaka zaczyna...
            ... Będziemy cicho znikać.

                                
                                                 @lias  jC

                     
 
                                                                                                  

 

"Tego mroźnego wieczoru gdy
czekała godzinami na przystanku poezji
nie pojawił się expers obwieszcząjacy się w rozkładzie jazdy.
Otuliła się więc szalem, aby jeśli opóźniony nadejdzie,
przepełniony tak czy inaczej odorem zatłoczonych wagonów
nie zdmuchnął swoim pędem marzenia o podróży w tamtą krainę.
Powolnym krokiem podążyła w kierunku rzeczywistości"

             

 

Krople uderzające o parapet, początkowo nieśmiało zwiastując 
mający nadejść niepokój, oderwały ją od pracy.
Z chwili na chwilę wyraźniej anonsując swoją obecność, nie pozwoliły
zatapiać się w... z ciszy powstałe słowa.
Spojrzała w kierunku okna.
Świadomie  rejestrując rytmiczny dźwięk, zamarła w bezruchu.
Dłoń, w której pióro nad niedokończonym listem się unoszące,
zawisła bezwiednie nad kartką.
Oczy szeroko otwarte, spoglądające przez szyby,
przez rosnącą ścianę deszczu,
przez domy w mroku zatopione,
skamieniałe utkwiły w próżni.

Odgłos dżdżystego strumienia, bębniący w okiennic napięte talerze, narastał.

Wtem jaskrawa błyskawica, przecinająca ciemność,
łamiący wpół, kruszący metaliczną opokę grzmot
obudził świat...

Szybkim spostrzeżeniem przeniosła wzrok na rozdarty fragment Nieba.
Później następny.
Następny.
Krwawiąca wyjącym deszczem, siatka cięć.

Wywabiona z ukrycia, odwróciła od okna wzrok.

Rozpościerając ramiona,
głowę ku górze unosząc,
pozwalając wiatrowi smagać twarz,
błyskawicom oczy razić,
kroplom wbijać się w skórę - stanęła w deszczu.

Jej czoło, skronie, usta...
również powieki rejestrowały dotyk wilgotnego chłodu.

Świat jak studnia odbijał echem dudnienie gromów.
Malował złote nitki łączące Niebo z Ziemią.
Krople zamienione w mleczne perły tworzył.
Sycił szarym zapachem gromkiego deszczu.

.....
 

Nastała noc

Przyśpieszony puls strzelającej w przestrzeń ogniem burzy,
zwolna zaczął ustępować rytmicznemu tykaniu zegara.
Jawiła się teraz już tylko majaczącym w oddali, cichym łkaniem.

Opuściła spojrzenie na drobnymi literami pokryty arkusz papieru.
Przymrużyła oczy.
Ruchem ręki odsunęła kartkę od siebie.
  Nowy list rozpoczęła na innej, śnieżnobiałej,
  wyjętej z najwyższej szuflady komody”                                 

 

"W pokoju panował półmrok.
Zapalona, stojąca na biurku świeca, rzucała pasmo światła
na napisany naprędce instruktaż wejścia w świat odczuć.
Obok, w przeźroczystym pudełku, lśniący srebrem krążek.
  Raz po raz spoglądając na niebieskie słowa, nie całkiem dostosowując
się do ich treści, Joanna założyła słuchawki.

- „Tak będzie lepiej.
Niech najgłośniej nastawione dźwięki nie obejmują przedmiotów
znajdujacych się w pomieszczeniu.
    Niech zawładną tylko moimi zmysłami.”

Powolnym ruchem wyjęła płytę z okładki.
Delikatnie ujmując palcami krawędzie jeszcze śpiącej muzyki,
wsunęła ją do odtwarzacza.

Głowę położywszy na chmurnym puchu poduszki, spojrzała za szyby okna.


"Niech staną się góry i przestworza nieograniczone... niech w nich stanę się ja"-pomyślała.

Muzyka zabrzmiała.

W którym momencie upływu chwili przed jej tęskniącym okiem wyobraźni,
zakrytym powiekami, poczęły tworzyć się malownicze obrazy dźwięków,
kolorów i kształtów, nie była w stanie określić.

„Mro iło... „? Lub wtedy gdy Elena rozpoczęła dzwoniący kielichami frezji, wiosennych, jej ulubionych kwiatów.

Taniec na hali Boraczej... wśród gór Bałkańskich ?
Taniec urywający się, jak z nagła wykonany skok w przepaść...
Lub jak lot ponad jej bezkresem.
Na skrzydłach fortepianu, ksylofonie, talerzach, trójkątach,
bębnach, kastanietach, fujarkach, dudach...
Na strunach skrzypiec drzew jaworowych i świerkowych... na strunach uczuć,
Joanna unosiła się, to znów opadała.
W tej niewiarygodnej podróży pozwalała obejmować się wiatrowi.
Z jasną twarzą, otwartą na jego podmuch, chciała wraz z nim gnać w przestworzach...
... by po chwili pochylić głowę i zezwolić na uprowadzenie w dotyk...
powolny czuły i łagodny.

   Mijały chwile.
Muzyka zapisywała się w serce, jak ścieżka dźwiękowa zdartej płyty.
Chropocząc owymi wspomnieniami, nabierała wartości nieprzemijalnej.

 - Przestrzenie niewyobrażalne.
 - Kres świata.
 - Szczyty ośnieżone.
 - Doliny zielone.
 - Bluszcz wiodący w skrajność.
 - Taniec we wnętrzu środka.
 - Płacz na dnie piekła.
 - Strach prowokujacy do ucieczki.
 - Dawanie odbierania.
 - Radość ocalenia od śmierci.
 - Lekkość.
 - Oczy zamknięte powiekami całości.

 - Wzruszenie.
 - Nieopisane wyruszenie.
 - Niepojęte wzruszenie pod powłoką”.

Jej włosy poszarpane były halnym.
Oczy pokryte słoną rosą wspomnienia.
Twarz ogorzała.

                                            
 „Jeśli tak jest, że prawa półkula mózgowa rozpoznaje melodie,
 lewa odnotuje rytm i tekst.
     Jeśli rzeczywiście muzyka
           ma nieopisanie wielkie fizjologiczne znaczenie pamięciowe.
 A udowodniona naukowo prawda, iż podczas jej słuchania,  świadomie lub    podświadomie rodzą się uczucia, budzą wspomnienia - nie jest tylko chemią...
... jak oczywistym jest wtedy to „coś”,  co wywołuje spod powiek nieprzemijanie”.

 
"Niewidzialne dłonie wiatru unoszą firankę.
Słońce ciekawie zagląda, zostawiając na ścianie
rozmnazane ślady wspomnienia gór.
W fotelu, rozpościerając szarością towarzystwa tkany płaszcz,
rozsiadł się cień.
W szufladzie komody czas.
Szuflada zamknięta.
Jest czysto.
Wysprzątany z marzeń pokój
stanowi teraźniejszość żółtą,
aczkolwiek chłodną.
Jest czysto.
Wysprzątana z Ciebie
stoję pośrodku.
Jak od ... do.
Niewidzialne przesunięcie.
Ślad pozostawiony.
Od przyczyny do skutku.
Bezszelestnie.
Jakich kontrastów wyszukać
aby stać się negatywem ?"
 
.........
 
W ubiegłą niedzielę, usiadła w fotelu stojącym obok tego,
w którym Cień.
Siedziała wyprostowana- adekwatnie do sformułowanych myśli.
Jej twarz była jasna.
 
Niewidzialną dłonią, wiatr ponownie uniósł firankę.
Wdmuchnął zawartość dłoni nasączonej dywanem listowia.
 
 
Pokój zasypała jesień:
"szmaragdami
rubinami
brązem
bursztynem"
 
...Szuflada komody...
Zamknęła w sobie cień inny.
Nie z tego świata:
Wydłużający się na wzgórzu.
D
wojga istnień.
 
                                                 Niech tam zostnie

                   

                     

Copyright © Claudia Daniel. Wszelkie prawa zastrzeżone